Zaznacz stronę
Rozmowa z Rafałem Chmielewskim o prawniczym blogowaniu

Rozmowa z Rafałem Chmielewskim o prawniczym blogowaniu

Dziś zaprosiłam do rozmowy Rafała Chmielewskiego, prawniczego blogera i szefa web.lex, firmy konsultingowej zajmującej się, jak sam mówi, wdrażaniem najlepszych prawniczych blogów na świecie. Rozmawiamy o tym jak powstają, działają i dlaczego umierają blogi prawnicze. A przy okazji o paru innych sprawach. Myślisz o blogu prawniczym? Zapraszam do lektury.

Katarzyna Solga: Cześć Rafał.
Rafał Chmielewski: Cześć Kasiu.

Kasia: Rafał, w końcówce roku 2017 minęło 5 lat naszej znajomości, nasze wspólne dzieło😊, blog Tajemnica Przedsiębiorstwa też skończył 5 lat. Pomyślałam, że to dobra okazja, żeby pogadać o prawniczym blogowaniu.

Rafał: Kasiu, o blogowaniu pogadam chętnie, jak zawsze. Ale ten blog, to przecież przede wszystkim dzieło Roberta.

Kasia: No pewnie, ale sam wiesz, że bez nas ten blog by nie powstał. Dla mnie ten wywiad to dobra okazja, żeby powiedzieć dziękuję. Ten blog bardzo wzmocnił specjalizację Roberta i pomógł nam rozwijać kancelarię. Przez te 5 lat bardzo wiele się nauczyliśmy.

Rafał: Bardzo miło mi to słyszeć i bardzo Ci dziękuję! Jak wiesz Kasiu, ja sam prowadzę aktywnie kilka blogów, co jakiś czas zakładam kolejny i muszę Ci powiedzieć, że zawsze, zawsze jest tak, że nowy blog otwiera przede mną zupełnie nowe możliwości.

 

Wiem, że dokładnie tak samo jest w kancelariach, którym pomagamy w strategii marketingowo-blogowej. Nowym autorom blogów prawniczych zawsze mówię tak: „Od teraz Twoja kancelaria jest zupełnie inną kancelarią. To rewolucja. Może jeszcze tego nie widzisz, ale za jakiś czas sam mi to przyznasz”.

Blog w kancelarii to nowe okno na świat. Okno nowych możliwości. A te możliwości wymuszają poznanie nowych rzeczy, zgłębienie pewnych zagadnień, czy przyswojenie nowych umiejętności. Robert poszedł jeszcze dalej, kiedy rozpoczął nagrywanie podcastów. Z zaciekawieniem się temu przyglądam i przyznam szczerze, że sam mógłbym od niego wiele się nauczyć w tym zakresie 😊

Kasia: Pewnie tak. Robert dostał wiele wsparcia od Marka Jankowskiego, więc można powiedzieć, że uczył się od mistrza.😊

Dobra, dość słodzenia, choć nie wspominam o tym wszystkim bez powodu. Pamiętam, jaka byłam niepewna, rozważając założenie bloga w kancelarii. Chciałabym, aby inni prawnicy stojący przed taką decyzją, mogli gdzieś przeczytać, że to działa. Dziś już wiem, że blog prawniczy to świetny pomysł i dla ludzi z pasją działa naprawdę, rozwija, przynosi klientów i uznanie😊. Nie chwaliłam Ci się jeszcze, ale ostatnio Robert został poproszony o dołączenie do Komitetu Bezpieczeństwa Biznesu przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Bez bloga raczej nikt nie dowiedziałby się o jego specjalizacji. Więc dla nas to zadziałało świetnie. Ty masz znacznie więcej doświadczeń, dla innych też działa?

Rafał: WOW! To świetnie! Bardzo się cieszę! Jak wspomniałem wcześniej, blog to nowe okno na świat nowych możliwości. To są właśnie te możliwości. Kiedy ja prowadziłem swój blog podatkowy, zanim jeszcze powstał web.lex, dzięki niemu miałem dziesiątki wywiadów, komentarzy, opinii w prasie profesjonalnej; kontaktował się ze mną Rzecznik Praw Obywatelskich, miałem zaproszenie do PR I Polskiego Radia.

 

Prawnicy w naszym gronie klientów bardzo często występują w mediach, czy – jak Robert – są zapraszani do udziału w różnych inicjatywach. To tak właśnie działa. Działa tym bardziej, im więcej pasji autor bloga w niego wkłada.

Kasia: Trzeba spełniać jakieś konkretne warunki, żeby zostać prawniczym blogerem?

Rafał: HAHAHA!!! Szczerze mówiąc – nie wiem. Bardzo często słyszę to pytanie i nigdy nie wiem, co odpowiedzieć. To tak, jakby zapytać rybę, jakie warunki trzeba spełniać, aby tak dobrze pływać 🙂 Może dlatego, że mi to przychodzi zupełnie naturalnie… Myślę, że nie trzeba spełniać jakichś konkretnych warunków. Trzeba chcieć i mieć otwarty umysł. Tyle.

 

Warto może wspomnieć, że nie każdy blog będzie oknem na świat. Żeby wygrać wyścig F1 trzeba chociaż wiedzieć, jak włączyć takie auto. Tak samo jest z blogiem – trzeba się go nauczyć. Zatem podejście: „Hura, wystarczą tylko chęci!” nie zawsze da oczekiwany rezultat.

Kasia: Myślę, że raczej rzadko, choć na pewno są naturalne talenty i w tej dziedzinie. Jeśli jest taka możliwość, warto skorzystać ze wsparcia. My korzystaliśmy z Twojego wsparcia przy blogu, a mentorem Roberta jeśli chodzi o podcasty był Marek Jankowski. I powiem szczerze, bez pomocy nie byłoby łatwo.

Powiedz Rafał, jest już tak, że po kilku pierwszych kontaktach z kandydatem na blogera, wiesz już, że to jest właściwa osoba, że będzie sukces?

Rafał: Oczywiście. Wiem też, kiedy będą problemy. Jeśli autor przyszłego bloga ma wyrazistą specjalizację i widzę w nim energię do działania, wówczas wiem, że jest on dobrym astronautą, a moja rola sprowadza się jedynie do zbudowania rakiety i kontroli lotu.

 

Kiedy sytuacja jest odwrotna, to wówczas staram się odkryć w prawniku pasję, prawdziwą specjalizację, czasem analizuję jego osobowość, co też ma znaczenie dla wyboru przedmiotu bloga. W takiej sytuacji często siadam też za sterami, dopóki nie będę wiedział, że autor dalej poleci już samodzielnie.

 

Na pewno warto sobie zadać wcześniej pytanie, co to jest ten sukces bloga prawniczego? Czy to jest spełnienie pokładanych w nich nadziei? Realizacja celu? W bardzo wielu przypadkach autorom blogów prawniczych nie chodzi wcale o zyski z bloga. Oczywiście w tle zawsze są pieniądze, ale często jest tak, że to nie o to chodzi, jeśli mówimy o blogu prawniczym.

 

W wielu przypadkach celem jest budowa marki kancelarii w jakiejś branży, albo potrzeba podzielenia się własnym przemyśleniami, albo na przykład pokazanie obecnym klientom aktywności kancelarii i kompetencji na jakimś polu.

 

Blog może – szczególnie w dużych kancelariach – mieć także charakter wewnętrzny i być prowadzony na potrzeby wyłącznie budowy więzi z pracownikami oraz między nimi.

Kasia: To prawda, że motywacje autorów są bardzo różne, tak jak różne są blogi prawnicze. Jednak moim zdaniem jedną z ważniejszych jest autentyczna chęć pomocy, dzielenia się rzetelną wiedzą, rozwiązującą czyjeś problemy i satysfakcja z tego powodu. Jeśli tego nie ma, na pewnym etapie przychodzi wypalenie. Bo jednak na efekty, obojętnie czy finansowe, czy związane z budową marki, czy nawet uznaniem, trzeba trochę poczekać.

No właśnie, jak długo trwa przeciętnie taki okres rozruchu bloga?

Rafał: Bardzo różnie. Jeśli chodzi o pierwszego klienta z bloga, to kiedyś przeczytałem w blogu amerykańskiego adwokata Kevina O’keefe, że pierwszy klient z bloga prawniczego przychodzi po średnio 54 postach. Łatwo zatem policzyć, że wedle tej statystyki potrzeba roku, aby pozyskać pierwszego klienta zakładając, że artykuły pojawiają się raz w tygodniu. Ale to tylko … statystyka. A jak mawiał Napoleon: jest to trzeci rodzaj kłamstwa 🙂

Nasze doświadczenia są nieco inne. Wynikają może z tego, że nasze blogi prawnicze, a przynajmniej te wychodzące z rąk web.lex, są lepsze niż blogi naszych amerykańskich kolegów. Wielokrotnie widywałem bowiem przypadki, kiedy klient z bloga trafiał się już po pierwszym artykule. Jednak to są wyjątki. Reguła jest taka, że trzeba się uzbroić w cierpliwość i spokojnie, systematycznie rozwijać swojego bloga. Może nie aż cały rok, ale kilka miesięcy trzeba mu najpierw poświęcić.

Kasia: Rafał, największe zaskoczenie w trakcie wspierania blogów prawniczych to?

Rafał: O kurczę … Chyba takich momentów mógłbym wskazać wiele, ale po namyśle sądzę, że największym zaskoczeniem dla mnie samego jest to, że niejako przy okazji zbudowałem, czy może bardziej precyzyjnie – stworzyła się… społeczność autorów blogów prawniczych. Ludzi nietuzinkowych, przedsiębiorczych, godnych zaufania i spoglądających pozytywnie na świat, a przy tym znających swój fach adwokatów, radców prawnych, doradców podatkowych i rzeczników patentowych. Tę więź między nimi widać podczas naszych corocznych spotkań majowych. Nigdy nie przypuszczałem, że oferując wparcie dla blogów prawniczych, uda się stworzyć coś tak wyjątkowego.

Kasia: Potwierdzam, mam całkiem wyjątkowe znajomości w tej grupie i często znajduję wsparcie u innych blogerów. Powracając jednak do moich pytań, jestem ciekawa, czy jest jakaś sprawa związana z blogowaniem, co do której zmieniłeś zdanie w trakcie prowadzenia web-lex?

Rafał: Hm.. chyba nie. Może bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że ta forma promocji kancelarii naprawdę daje efekty. Potrzeba tylko czasu i pewnej dyscypliny. No i wspomnianego wcześniej otwartego umysłu 🙂

Kasia: Powracając jeszcze na chwilę do tego upływu czasu. W 2013 roku, kiedy my zaczynaliśmy, było kilka blogów prawniczych w kraju, przede wszystkim właśnie w web-lex. Teraz jest ich znacznie więcej. Uważasz, że dla kogoś początkującego, to dobrze, czy źle? Co się zmieniło?

Rafał: Ja myślę, że to nie ma w ogóle znaczenia. Tłok nie jest tutaj przeszkodą na drodze do „sukcesu”. Dlaczego? Bo duża ilość blogów w danej tematyce oznacza najczęściej to, że temat jest popularny, a więc że nie jest to nisza tematyczna, która początkowo wymaga uciążliwej i kosztownej edukacji. W tej sytuacji wystarczy tylko być lepszym niż reszta prawniczych autorów i tyle!

Oczywiście bycie lepszym niż reszta nie jest proste – trzeba wiedzieć co i jak zrobić, aby blog był skuteczny – ale też warto zdać sobie sprawę z tego, że bloga nie prowadzimy dla wszystkich, a tylko dla najlepszych i wyjątkowych klientów. I na tych powinno nam zależeć i tych znacznie łatwiej jest pozyskać niż całą resztę.

Kasia: Ile blogów powstało w web.lex od 2013 roku?

Rafał: Ile powstało? Nie liczę prawdę mówiąc. Przytłaczająca większość blogów to te, które jednoczenie obecnie wspieramy. Wcześniej tworzyliśmy blogi na zamówienie, a więc bez dalszego wsparcia, czego dziś nie już nie robimy. Trochę blogów odeszło z naszej Grupy. Obecnie wspieramy 120 blogów, zatem musieliśmy jak dotąd wykonać w sumie około 200.

Na pewno ciekawą informacją dla Ciebie będzie ta, że są prawnicy, którzy po jakimś czasie do nas wracają. Obecnie w naszym gronie są dwa takie blogi, a dwóch innych autorów zapowiedziało, że planują ponowne przystąpienie do współpracy.

Kasia: Ile blogów przestało istnieć w tym czasie?

Rafał: Pamiętam dwa takie blogi. Bywa ze kończymy współprace z autorami blogów, ale one raczej istnieją nadal nawet, jeśli nie są aktywnie prowadzone. Często zresztą ich autorzy proszą nas potem, abyśmy im w czymś pomogli. Wiec jakiś kontakt z tymi blogami wciąż mamy.

Kasia: Czy blog prawniczy może zmienić właściciela? Słyszałam coś o tym, ale nie dowierzam.

Rafał: No jasne! Co prawda nie jest to łatwe, ani zbyt częste. W naszej Grupie na przestrzeni lat doszło do jednej takiej transakcji chociaż podejść do sprzedaży innych blogów było więcej. Na pewno jednak warto o tym pomyśleć, jeśli traci się serce do swojego bloga, albo zupełnie zmienia obszar praktyki zawodowej.

Kasia: Nie bardzo w to wierzę, jestem przekonana, że blog jest nierozerwalnie związany z jego autorem, ale skoro mówisz, że się zdarzyło, muszę uwierzyć. Porozmawiajmy teraz trochę o tym dlaczego blogi umierają? Widać sporo nieaktywnych blogów, co się za tym kryje?

Rafał: Blogi umierają głównie dlatego, że ich autorzy minęli się z oczekiwaniami. Np. podoba im się idea i nawet w nią „wierzą”, ale ostatecznie okazuje się, że nie mają czasu. Albo tracą zapał. Czasem nawet zanim napiszą pierwszy post. Są też sytuacje, w których autor nagle zdaje sobie sprawę, że powinien był wybrać inny temat i wtedy tworzymy inny blog.

Inna grupa sytuacji to taka, kiedy po latach prowadzenia bloga autor stwierdza, że nie będzie go dalej prowadził, gdyż blog daje mu już klientów czy też spełnia inny cel i potrzeba mu drugiego bloga, który zrobi to samo. Wtedy ten pierwszy blog jeszcze istnieje i w pewnym sensie wciąż żyje chociaż nie jest prowadzony.

 

Ja sam ostatnio doliczyłem się 11 swoich własnych blogów. Większości z nich już nie prowadzę. Można powiedzieć zatem, że one w jakiś sposób umarły. Ale mimo tego każdy z nich lepiej lub gorzej działa. Nie likwiduję ich, bo czasem choćby pokazuję jako przykład dla przyszłych prawników-autorów.

Kasia: No tak, ja ze swojej praktyki wiem już teraz, że często sukces bloga po prostu go zabija. Autorowi zaczyna brakować czasu na wpisy. Tak właśnie jest teraz u nas. Za dużo zleceń, za dużo pracy.

Rafał: Dokładnie tak bywa. To jest już wyzwanie organizacyjne. Pojawiają się pytania co dalej, jak obsługiwać dodatkowych klientów, czy podnieść stawki, czy może zatrudnić kogoś do pomocy, czy oddawać klientów zaprzyjaźnionym kancelariom, itp. Wiele jest takich kancelarii w naszej Grupie. Większość jednak zatrudnia dodatkowych prawników do zespołu. Ale są też i takie, które podnoszą stawki. Zależy głównie od tego, kto jak widzi siebie i swoją kancelarię w najbliższej przyszłości.

Kasia: Jeśli chodzi o wybór tematu bloga, co dziś radzisz osobom, które zaczynają?

Rafał: Zawsze, zawsze mówię, że najważniejsza jest swego rodzaju pasja do przedmiotu bloga. Kierowanie się tylko potencjalnie dużym dochodem jest błędem. Pasja jest niezbędna z wielu powodów. Choćby dlatego, że czytelnicy bloga i potencjalni klienci czują te emocje i chętniej się kontaktują z takim ciekawym człowiekiem.

Jeśli ktoś prowadzi blog tyko dlatego, że dany temat jest dochodowy, to blog będzie nieciekawy, płaski emocjonalnie i nie będzie dawał oczekiwanych rezultatów. Myślę, że idealnym pozytywnym przykładem bloga prowadzonego z pasji jest blog Roberta Tajemnica przedsiębiorstwa.
Warto też sprawdzić, czy tematyka bloga jest popularna w sieci. Czy przypadkiem nie trafiamy z nią w niszę, gdzie nie ma zainteresowania. To nie znaczy, że taki blog nie ma sensu, ale trzeba się nastawić na dłuższy czas oczekiwania na zwrot z takiej inwestycji.

Kasia: Które blogi lepiej się rozwijają, te skierowane do osób prywatnych, czy do firm?

Rafał: Zdecydowanie lepiej działają i rozwijają się blogi skierowane do firm i obejmujące jakąś branżę – nazywam je blogami podmiotowymi. Blogi firmowe dają lepszy zwrot, gdyż podobnie, jak w świecie rzeczywistym, w sieci również osoby fizyczne nie garną się za bardzo po pomoc do prawnika. Z firmami jest inaczej – nieco lepiej. Ale, jak wspomniałem wcześniej, lepszy jest blog dla osób fizycznych ale prowadzony z pasji, niż blog skierowany do firm, ale pisany dlatego, że trzeba, czy że „szef mi kazał”.

Kasia: Jason Hunt w jednym ze swoich ostatnich wpisów, twierdzi, że dla początkującego blogera najważniejszy jest nawyk regularnego tworzenia treści i zaleca zaczynać na Facebooku, nie tworząc bloga. Co o tym myślisz? Czy to jest dobry sposób w branży prawnej?

Rafał: Tomek Tomczyk obraca się w zupełnie innej kategorii blogów. Blog lifestylowy, kulinarny, czy inny, który jest podstawowym źródłem dochodu, jest zupełnie innym rodzajem bloga niż blog prawniczy. Blog prawniczy jest bardziej czy mniej skromnym dodatkiem do całego systemu, jakim jest kancelaria prawna. Nie jest źródłem dochodu. Jest narzędziem do promocji usług kancelarii. I z tego powodu blog prawniczy działa zasadzając się na innych zasadach.

Czy wyobrażasz sobie Kasiu adwokata, czy nawet Twojego męża Roberta, który by codziennie tworzył z pasją nowy artykuł w przerwie między przesłuchaniem świadka, a wizytą w areszcie? … Właśnie. Blog prawniczy powinien być jak najmniej „uciążliwy” – najlepiej gdyby w ogóle nie trzeba było się nim zajmować. HAHAHA :))) To niemożliwe, ale coś w tym jest.

 

Kluczem jest tutaj świetne samopozycjonowanie się bloga w wyszukiwarkach. Im blog ma wyższą pozycję w Google, tym efekt jest lepszy a autor ma więcej czasu na kluczową pracę w swojej kancelarii.

 

Blogi, o których mówi Jason Hunt, nie mają szansy na dobrą pozycję w wyszukiwarkach. Tutaj potrzeba innego sposobu na dotarcie do czytelnika i skłonienie go do odwiedzin. I w tej sytuacji konieczne jest regularne, jak najczęstsze publikowanie w blogu.
Żebym też został dobrze rozumiany Kasiu…, pisanie jak najczęstsze jest bardzo pożądane w każdym blogu, ale tę teorię trzeba dopasować do realiów, do praktyki, po prostu do życia.

Kasia: No tak, przyznaję, że po początkowym okresie zafascynowania blogiem częste tworzenie treści nie jest już takie łatwe. Jak myślisz, co będzie za kolejne pięć lat?

Moim zdaniem dużo się zmieni. Choć pięć lat temu też tak myślałam, a jak spoglądam wstecz, to w sumie zmiany nie są tak duże. Pojawiło się w tym czasie sporo prawników, którzy świetnie sobie radzą jako blogerzy, jeszcze lepiej w mediach społecznościowych. Co raz więcej osób po prostu wie jak to robić, być może nawet instynktownie, są już wychowani w tym świecie, znają go. Są też negatywne przykłady kampanii reklamowych. Natomiast prawnik reklamujący się za pomocą filmiku z toalety, pojawił się niedawno. Pójdziemy w tę stronę?

Rafał: Wiesz co Kasiu…. Pan Susskind wróży od dawna koniec świata prawników. Cóż… idąc tym tropem to kiedyś zapewne każdy zawód zniknie. Ja nie widzę od 10 lat dużych zmian. Szczerze mówiąc to, co robiłem 10 lat temu, kiedy jeszcze prowadziłem blog podatkowy, nawet dziś wydaje mi się dość rewolucyjne, a na pewno wciąż jeszcze bardzo rzadkie. Nie spodziewam się istotnych zmian w naszej branży. Masz rację: jak spojrzysz wstecz to zmieniło się niewiele.
Technologia nie daje nam odpowiedzi na to, jak odnieść sukces w biznesie, czy jak go odnieść w kancelarii prawnej. Każdy biznes to złożony system – trzeba pracować nad całością a nie tylko nad sprzedażą, czy marketingiem. Można mieć najlepszy na świecie blog prawniczy, ale jeśli kancelaria ma problemy z obsługą klienta, to blog ten będzie słabo przyczyniał się do jej rozwoju.

Wspominasz Kasiu u mediach społecznościowych, o prawnikach, którzy wiedzą jak ich używać, o prawniku promującym się za pomocą filmu nakręconego w toalecie… Ale czy znasz ich wyniki finansowe? Zwrócić na siebie uwagę w tłumie jest łatwo – wystarczy że krzykniesz głośniej. Wystarczy, że pokażesz się w toalecie. Wystarczy, że wykupisz kampanię AdWords. To wszystko jest proste, żeby nie powiedzieć – banalne. Ale czy to pociąga za sobą zwiększenie zysków? Krzyknąć możesz raz, drugi, ale za trzecim razem wszyscy cię zignorują, albo wyproszą. Jak długo można pokazywać się z papierem toaletowym?

Kasia: Pewnie długo Rafał, szczególnie, że nowoczesne w wyrazie filmy są przeplatane rzetelną wiedzą, podawaną w nowoczesnej formie. Mnie to trochę szokuje, ale myślę, że jest skuteczne.

Rafał: To wszystko jest bez wątpienia ciekawe, intrygujące i dające do myślenia, ale świadczenie usługi prawnej jest czymś innym niż krzyczenie w tłumie. Inne, bo kluczem jest tutaj zrozumienie emocji swojego klienta.

Jeśli jest nim ciemiężona przez małżonka matka, to poszukuje ona silnej kobiety-adwokata, która najlepiej jeśli ma podobne doświadczenia i przez to samo przechodziła, a teraz ma szczęśliwe życie. Jeśli klientem jest przedsiębiorca, to poszukuje prawnika ze specjalistyczną wiedzą, stąpającego twardo po ziemi, dającego mocną gwarancję, że efekt jego pracy nie wpędzi klienta w milionowe zadłużenie.

Na pewno pewnym powiewem świeżości są młodzi prawnicy. Widać to po ich twórczości w mediach społecznościowych. Są odważni, nieszablonowi. To jest ciekawe, jednak to nie jest sposób na rozwój kancelarii.

 

W tym miejscu przypomina mi się wypowiedź pani mec. Joanny Parafianowicz, znanej przecież chyba wszystkim adwokatom ze swojej aktywności w mediach społecznościowych. Podczas konferencji marketing_prawniczy 2.0 w zeszłym roku powiedziała coś, mniej więcej takiego: media społecznościowe nie zastąpią ciężkiej pracy i doświadczenia – a od tego trzeba zacząć, aby odnosić sukcesy jako prawnik. Marketing natomiast może pomóc w promocji nabytych w wyniku codziennej praktyki kompetencji, ale jednak ich nie zastąpi.

Kasia: Nie, no pewnie, że nie. Nie da się zbudować kariery opierając się wyłącznie na marketingu. Działalność w mediach społecznościowych zwiększa kompetencje, ale raczej te marketingowe😊 Nie mniej Rafał, moim zdaniem można zbudować całkiem niezły warsztat zawodowy opierając się na blogu prawniczym. I chyba oboje znamy takie przypadki, studentów, którzy blogując rozwinęli swoje specjalizacje. Tyle, że to jest też ciężka praca. Doświadczenie trzeba zastąpić nauką, dobrym researchem, a historie z życia, tymi z orzecznictwa. Doświadczenie przyjdzie wraz z kolejnymi klientami. Uważasz, że to nierealne?

Rafał: Dokładnie. Wśród naszych obecnych klientów są prawnicy z tytułami zawodowymi, którzy rozpoczynali z nami współpracę jeszcze jako początkujący aplikanci. Kiedy następnie wchodzili do zawodu mieli już działające kancelarie i własnych klientów. Nikt z nich jednak nie robił sobie wówczas selfie na plaży w Ciechocinku, tylko ciężko pracowali na swoje sukcesy. A blog był dla nich trampoliną do nowej rzeczywistości. Kiedy rozpoczynali ich prowadzenie nie mieli na pewno takiego doświadczenia, jakie mają obecnie. Ale prawdę mówiąc, czytelników blogów prawniczych nie za bardzo to obchodzi. Paradoksalnie zresztą…

Kasia: Myślę, że czas kończyć. Bardzo Ci dziękuję za rozmowę, a czytelników zapraszam po szczegóły na Twojego bloga, Pamiętnik Adwokata.

Rafał: Kasiu, bardzo Ci dziękuję i mogę polecić jeszcze oprócz samego bloga Pamiętnik Adwokata, mój poradnik o blogowaniu prawniczym, także pod tytułem Pamiętnik Adwokata

Masz jeszcze jakieś pytanie do Rafała, a może do mnie? Zapraszam do zadawania pytań w komentarzu, odpowiemy.

Bądź na bieżąco

free newsletter templates powered by FreshMail
Jak wybrać nazwę dla kancelarii prawnej?

Jak wybrać nazwę dla kancelarii prawnej?

Wybór nazwy kancelarii nie jest prostą sprawą, oj nie. Trzeba pogodzić zwykle obowiązujące zasady, by wybierać nazwy proste, wpadające w ucho i łatwe do wypowiedzenia, z obowiązującym w branży trendem, a także przepisami korporacyjnymi.

Imię i nazwisko w nazwie kancelarii?

W przypadku jednoosobowych kancelarii najczęstszym wyborem jest własne imię i nazwisko z dodatkiem Kancelaria Adwokacka czy Kancelaria Radcy Prawnego. I jest to moim zdaniem wybór świetny, pod pewnymi warunkami. Na pewno spełnia wymogi korporacyjne, jest zgodny z obowiązującym trendem, więc klienci się do tego przyzwyczaili. Pomaga też budować markę eksperta.

Maciej Bobrowicz w swojej książce Marketing Usług Prawniczych pisze o marce kancelarii tak:

Twoje nazwisko jest niepowtarzalne i nie sposób pomylić je z innym. Nie ma drugiego Skaddena, Ernsta Younga, Coopersa, Wardyńskiego, Sołtysińskiego.

Ile jest w Polsce kancelarii „Lex”, „Consult”, „Consensus” i jakie skojarzenia budzą? Z czym Ci się kojarzą?1

Zanim zdecydujesz się na wybór nazwy, sprawdź i przemyśl następujące kwestie:

  • Czy nazwa jest unikalna? Prawników jest coraz więcej, może się zdarzyć i ktoś o takim samym imieniu i nazwisku. Wtedy warto rozważyć dodanie do nazwy na przykład specjalizacji kancelarii. Adwokaci muszą jednak uważać, bo inwencja tego rodzaju nie zawsze spotyka się z akceptacją władz, o czym można się przekonać czytając opinię Komisji Etyki przy NRA.
  • Czy domena internetowa z Twoim nazwiskiem jest wolna? Jeśli nie, zastanów się jakie masz inne opcje. Domena funkcjonalna, regionalna? Inicjały, coś z myślnikiem? Można próbować też odejść od nazwiska i szukać domeny związanej ze specjalizacją kancelarii. Świetne przykłady to Matka Prawnik czy PraKreacja.
  • Jeśli masz podwójne, długie lub trudne w pisowni nazwisko, w dodatku z polskimi znakami, wybór nazwy i domeny wymaga starannego przemyślenia.
  • Zanim podejmiesz decyzję, wykonaj test słuchawki. Powiedz nazwę Twojej firmy i domeny internetowej, tak jak będziesz to w przyszłości robić przez telefon. Czy Twój rozmówca bez literowania będzie w stanie zrozumieć i zapisać nazwę?
  • Jeśli jesteś adwokatem, czy radcą, pamiętaj, że masz obowiązek zgłosić formę wykonywania zawodu, a także nazwę kancelarii lub spółki do stosownej izby. Jeśli będzie zbyt fantazyjna, może wzbudzić sprzeciw.
  • Konieczne jest sprawdzenie wybranej nazwy w rejestrach Urzędu Patentowego RP, warto także wyszukać ją w internecie i uważnie przyjrzeć się wynikom.

Nazwa dla spółki prawniczej?

Większy kłopot pojawia się przy wyborze nazwy dla spółki prawników. Tak, wiem, że powinnam pisać firmy dla spółki prawniczej, ale wybieram prostotę i łatwość zrozumienia tekstu. Nie obojętne jest mi też SEO:-) (więcej…)

Jak samodzielnie zrobić stronę internetową dla kancelarii?

Jak samodzielnie zrobić stronę internetową dla kancelarii?

Czy można samodzielnie zrobić stronę internetową dla kancelarii? Bez umiejętności programowania? Ucząc się wszystkiego od podstaw?

Można. Naszą aktualną, firmową stronę internetową, a także mojego bloga i aktualizację bloga Tajemnica Przedsiębiorstwa zrobiłam sama. A jeszcze niedawno nie miałam o tym zielonego pojęcia.

Czy jestem zadowolona? Tak. Mam świadomość, że mój blog wymaga jeszcze wielu poprawek, ale na ten moment jest dla mnie wystarczająco dobry. Zrobione jest lepsze od doskonałego:-)

Jak to zrobiłam? Skorzystałam z internetowego kursu WP dla zielonych Eweliny Muc. I jeśli chcesz samodzielnie zrobić stronę, czy bloga opartego o bezpłatnego WordPressa, bardzo polecam Ci to rozwiązanie.

Kurs jest dobry, bardzo dobry nawet. Najlepszy, jaki kiedykolwiek ukończyłam. Dlaczego?

(więcej…)

Kartki świąteczne dla firmy

Kartki świąteczne dla firmy

Święta i koniec roku tuż, tuż, u nas za oknem biało, więc i atmosfera zimowa. Jestem bardzo ciekawa, czy przygotowujecie jakieś świąteczne prezenty dla klientów? Wysyłacie kartki? Chętnie poznam Wasze zdanie i zwyczaje w tej sprawie, mam nadzieję na jakąś dyskusję w komentarzach tym razem😊

Ja w tym roku zdecydowałam się ponownie na kalendarz trójdzielny i kartki świąteczne. Nie bardzo mam pomysł na coś innego, co można by wysłać pocztą.

Zdecydowanie chciałabym w przyszłości poszerzyć repertuar i liczę na Wasze podpowiedzi.

Za chwilę napiszę coś więcej o moich sposobach na kartki, najpierw jednak krótka refleksja.

Kartka czy e-mail z życzeniami?

Wysyłanie kartek świątecznych to miły zwyczaj i wśród firm trzyma się mocno. Za to w życiu prywatnym chyba zanika, czy też to zauważyliście?

Prywatnie dostaję niewiele kartek. Natomiast w kancelarii dostajemy co roku dużo pięknych, spersonalizowanych kartek. Większość zawiera tradycyjne życzenia świąteczne, część tylko noworoczne, a od największych firm coraz częściej dostajemy politycznie poprawne „season’s greetings”. Ja nadal życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, wydaje mi się, że w naszym kraju to powszechnie obchodzone święta. A Ty jakie życzenia składasz?

Niezależnie od treści, cieszą mnie otrzymywane kartki. Natomiast zdecydowanie nie cieszą mnie masowo wysyłane maile i sms-y. Wręcz przeciwnie, ten świąteczny spam utrudnia mi pracę. Podjęłam decyzję, by nie uczestniczyć w tym szaleństwie.

Jeżeli składam życzenia elektronicznie, nie wysyłam zbiorczych wiadomości do wszystkich. Piszę indywidualny mail z osobistymi życzeniami dla konkretnej osoby.

Ale wracając do kartek świątecznych:

4 sposoby na spersonalizowane kartki dla kancelarii

Najłatwiej oczywiście zamówić kartki z logo w jednej z wielu firm, które się tym zajmują. Można wybrać gotowy wzór i uzupełnić go tylko o wybrane życzenia i logo. To bardzo popularny sposób. Coraz więcej firm ma też w ofercie kartki w ciekawej formie, np. ażurowych bombek do powieszenia na firmowej choince, wycinanek. Wady tego rozwiązania to powtarzalność projektów (na swojej półce z kartkami mam zawsze co najmniej jeden powtarzający się wzór) i dość wysoka cena. Niektóre firmy mają też wymagania co do minimalnego nakładu. Nie wiem ile kosztują takie kartki, bo nigdy ich nie zamawiałam. Zniechęcały mnie ceny. Jeśli znacie obecne ceny takich kartek, zapraszam do podzielenia się w komentarzu.  (więcej…)

Dlaczego Rafał Chmielewski mnie wkurza?

Dlaczego Rafał Chmielewski mnie wkurza?

Ostatnio u Rafała Chmielewskiego nic tylko Instagram. W każdym mailu, w każdej rozmowie telefonicznej, w co drugim wpisie. Boję się już otworzyć lodówkę 🙂

A ja nie chcę konta na Instagramie, z dwóch powodów.

Po pierwsze: nie lubię cywilizacji obrazkowej. Pod tym względem jestem starej daty, wolę słowo pisane. Szybko czytam, więc nie mam problemu z przeczytaniem nawet długiego artykułu. Podpisy pod obrazkami i konieczność klikania całej galerii zdjęć doprowadzają mnie do szału. Z powodu nadmiaru galerii, i co gorsza, filmików, nie zaglądam już na onet, coraz rzadziej też na gazeta.pl.

Po drugie: nie rozumiem mediów typu Instagram. Nie wiem, o co chodzi z tymi hasztagami. Jest to dla mnie obce środowisko.

A dlaczego się denerwuję? Bo wiem, że Rafał Chmielewski w kwestii e-marketingu myli się naprawdę rzadko. Ma wyczucie, intuicję, nos. Mamy za sobą kilka wspólnych projektów. Udały się te, którym Rafał wróżył sukces. Pozostałe, niestety spaliły na panewce.

Dlatego założyłam konto na Instagramie. Ten wpis też promuję obrazkiem. Wkurzam się, ale zaciskam zęby i biorę korepetycje u młodszej córki…

Zobaczymy, co z tego wyniknie. Jestem ciekawa Waszego zdania w sprawie znaczenia Instagrama, Facebooka i innych social mediów w marketingu kancelarii. Warto?

PS. Jeśli prowadzisz kancelarię i nie znasz Rafała, zmień to! Jeden z moich ulubionych wpisów znajdziesz tutaj.

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera.

free newsletter templates powered by FreshMail
 

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco!

free newsletter templates powered by FreshMail