Ostatnio u Rafała Chmielewskiego nic tylko Instagram. W każdym mailu, w każdej rozmowie telefonicznej, w co drugim wpisie. Boję się już otworzyć lodówkę 🙂
A ja nie chcę konta na Instagramie, z dwóch powodów.
Po pierwsze: nie lubię cywilizacji obrazkowej. Pod tym względem jestem starej daty, wolę słowo pisane. Szybko czytam, więc nie mam problemu z przeczytaniem nawet długiego artykułu. Podpisy pod obrazkami i konieczność klikania całej galerii zdjęć doprowadzają mnie do szału. Z powodu nadmiaru galerii, i co gorsza, filmików, nie zaglądam już na onet, coraz rzadziej też na gazeta.pl.
Po drugie: nie rozumiem mediów typu Instagram. Nie wiem, o co chodzi z tymi hasztagami. Jest to dla mnie obce środowisko.
A dlaczego się denerwuję? Bo wiem, że Rafał Chmielewski w kwestii e-marketingu myli się naprawdę rzadko. Ma wyczucie, intuicję, nos. Mamy za sobą kilka wspólnych projektów. Udały się te, którym Rafał wróżył sukces. Pozostałe, niestety spaliły na panewce.
Dlatego założyłam konto na Instagramie. Ten wpis też promuję obrazkiem. Wkurzam się, ale zaciskam zęby i biorę korepetycje u młodszej córki…
Zobaczymy, co z tego wyniknie. Jestem ciekawa Waszego zdania w sprawie znaczenia Instagrama, Facebooka i innych social mediów w marketingu kancelarii. Warto?
PS. Jeśli prowadzisz kancelarię i nie znasz Rafała, zmień to! Jeden z moich ulubionych wpisów znajdziesz tutaj.

Hej, miło Cię widzieć na moim blogu:-)
Mam na imię Kasia i od 2006 roku pracuję w świecie prawników. Zajmuję się praktyczną stroną funkcjonowania małej kancelarii radcowskiej.
Chcę się podzielić z Wami obserwacjami i pomóc w rozwiązywaniu codziennych problemów prawniczego biznesu. Piszę głównie dla osób początkujących w samodzielnym prowadzeniu kancelarii, ale niektóre wpisy mogą zainteresować i doświadczonych prawników. Nasz świat się zmienia.